piątek, 26 lipca 2013

Dzień szósty. Dolce Far Niente i ostatnia toskańska kolacja u Terezy.


Włoskie Dolce Far Niente, czyli słodkie nieróbstwo to najprzyjemniejsze zajęcie na świecie. Szczególnie jeśli jest się w takim miejscu jak to. Po śniadaniu Tereza przynosi nam Vino Santo ( "święte wino") robione z winogron suszonych latami i własnoręcznie pieczone słodkie migdałowe ciasteczka-wszystko na tacy ozdobionej świeżymi główkami róż.No i jak tu jej nie pokochać?



Po dniu spędzonym na zawodach w bieganiu w basenie, graniu w ping ponga i piłkarzyki oraz konsumowaniu arbuzów i melonów nadchodzi czas na pożegnalną kolację, która przekracza nasze najśmilesze wyobrażenia.



Pasta Alle Vongole-najlepsza jaką jedliśmy w życiu, cukinia i kabaczek w delikatnym cieście i najsłynniejszy toskański bistecca alla Fiorentine a do tego najznakomitsze Brunello di Montalcino- to kolacja, której nigdy nie zapomnimy:



Jako digestive Tereza podaje nam przepyszną Limoncellę z cytryn, którymi ozdobiona jest cała posiadłość:



Nie wiem jak krótko podsumować to miejsce, by nie zabrzmiało pompatycznie- nie przychodzą mi do głowy żadne mądre słowa, które opisywałyby nasz błogostan tutaj i chęć powrotu w to miejsce- zatem czas na reklamę-:)








Winne podsumowanie tygodnia:






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz