Ostatnie śniadanie w naszym hoteliku Open Gate w Praiano i pożegnanie- żegnamy się nie tylko z właścielami hotelu, ale i ze sobą- na jedną noc rozdzielają się nasze wakacyjne drogi.My postanawiamy zapuścić się bardziej na południe, podczas gdy Zdzisie i Masiotki wyruszają prosto na Półwysep Gargano- jutro wieczorem spotkamy się ponownie, tym razem w Rodi Garganico.
Tymczasem pierwszym celem naszej podróży stają się doskonale zachowane doryckie świątynie w Pestum ( wł. Paestum), położonego 90km na południe od Neapolu. Pestum okazuje się niesamowicie klimatycznym stanowiskiem archeologicznym- praktycznie nie ma tam turystów, słychać brzęczenie owadów, szelest liści-bo zerwał się dziś wiatr i troszkę się ochłodziło. Spacerujemy wśród ukwieconych łąk i podziwiamy trzy greckie świątynie ( Neptuna, Hery i Ceres), które uważane są za największe w całym starożytnym greckim świecie i według wielu- doskonalsze od tych w samej Grecji.Początki Pestum sięgają VI w. p.n.e-aż trudno to sobie wyobrazić. W cenie biletu można również zajrzeć do Muzwum Narodowego, które gromadzi m.in. cenne malowidła z grobowca nurka.
Po godzinie spędzonej w Pestum wyruszamy w kierunku Matery. Podróżujemy przez region nazywany Basilicata. Według powszechnej opinii to właśnie Basilicata wraz z Kalabrią stanowią ucieleśnienie rolniczych Włoch. Jest to niesamowita podróż wśród dzikich, zielonych gór a później olbrzymich żółtawych, wypalonych przestrzeni. Po drodze nie ma praktycznie miast, nie spotykamy też prawie żadnych aut. Tak sobie jedziemy przed siebie...
...aż docieramy do Matery,najprawdopodobniej najbardziej niesamowitego z włoskich miast, jakie do tej pory widziałam. Miejce, w którym leży Matera zamieszkane było już w paleolicie.
To, co sprawia że Matera jest tak czarująca a jednocześnie inna od tego, co do tej pory widzieliśmy to niezwykłe sassi-sadyby w pieczarach.To tu znajduje się ponad 3000 domostw i 150 podziemnych kościołów, tworząc największy kompleks "człowieka jaskiniowego"w Europie. Aż do lat 50-tych XX w. większość sassi było zamieszkanych a Matera jednym z najbiedniejszych włoskich miast. Dobitnie ilustruje to znana powieść Carla Leviego "Chrystus zatrzymał się w Eboli".Od 1993r.Sassi di Matera została wpisana przez UNESCO na Listę Światowego Dziedzictwa i częściowo odnowiona. Tak naprawdę sławę zyskała dopiero po 2004r., gdy Mel Gibson uczynił sassi i surowy krajobraz Matery planem filmu "Passja", ale nawet dziś włócząc się z mapą po sassi spotykamy zaledwie pojedynczych turystów.Zwiedzamy kwartał Sasso Caveoso, wchodzimy do najbardziej znanych podziemnych kościółów ale dzieciom najbardziej podoba się rekonstrukcja prywatnej sassi, która pięknie obrazuje jak wyglądało codzienne życie jej mieszkańców.
Krajobraz między Materą a Alberobello zmienia się- wkraczamy do regionu zwanego Apulią ( wł.Puglia).Pola odzielone są jedno od drugiego swoistymi "płotami" z kamieni, pojawiają się pojedyncze trulli-osobliwe, kuliste chaty wznoszone z wapienia, których pochodzenie jest niejasne. Zarezerwowaliśmy wcześniej przez booking.com nocleg w jednym z takich trullo w "stolicy" tych przedziwnych chat- Alberobello. Docieramy tam tuż przed zachodem słońca i choć oszołomieni tym bajkowym miasteczkiem, nie chcemy opuszczać naszego "własnego" trullo-szczególnie dzieci gotowe były nawet odpuścić dziś kolację.Na szczęście udaje mi się wyciągnać ich na szybką pizzę i krótki spacer,w czasie którego gubię się w tej małej, białej mieścinie, co kończy się dobrze choć doprowadzam do szału mojego męża.Humor poprawia mu dopiero wyborne Primitivo di Puglia.
Och, cóż to był za cudowny dzień!