Rezygnujemy z wcześniejszych planów zjedzenia śniadania w Pizie- nic nie jest w stanie przegonić nas z werandy i basenu- mamy w tym roku jakąś przedziwną awersję do zwiedzania, przynajmniej w ciągu dnia. Przepraszamy Terezę za profanowanie toskańskich zwyczajów i zamawiamy u niej posiłek na 15.00- zupełnie niezgodnie z ich planem dnia. Na domiar złego rezygnujemy z antipasti i drugiego dania, prosząc Terezę o przygotowanie samego makaronu- jest tak gorąco, że pasta wystarcza nam w zupełności. Jak zwykle smakuje wybornie- i ta z serowym sosem i ta ze świeżymi pomidorami.
Wybieramy się na wieczorny spacer do Lukki i Pizy- Włosi nazywają to "passeggiata".
Koło 19.00 jesteśmy w Pizie i mile zaskoczeni stwierdzamy, że słynna krzywa wieża jest widoczna! Wszystkie autokary z turystami zdążyły już opuścić ten niewielki placyk i spotykamy więcej ciemnoskórych handlarzy okularów przeciwsłonecznych i torebek niż prawdziwych turystów.Zuza podekscytowana miejscem, w którym niejaka Selana Gomez kręciła swój teledysk ( a może film?)nabywa za 1 EUR krzywą wieżę na wieczność i szczęśliwa opuszcza Pizzę.
Lukka to rodzinne miasto Giacoma Pucciniego. Najsłynniejsze są stare mury obronne, wysokie na 12m tworzą cudowną aleję spacerową zwaną oczywiście Passeggiata ( della Mura).Zachodzi słońce a my wałęsamy się od lodziarni do lodziarni- to nasz tegoroczny sposób na zwiedzanie. Na szczęście na każdym pięknym placu jest jakaś lodziarnia i tym sposobem nieśpiesznie obchodzimy całe Stare Miasto. Najpiękniej jest w okolicy kościoła San Michele al Forno. Niestety światło zbyt słabe na robienie zdjęć.
Jutro na cały dzień wybieramy się do Cinque Terre, szykuje się wczesna pobudka...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz